2
dzwonek telefonu zadźwięczał w bibliotece urządzonego z przepychem domu w mieście Iowa. Zadzwonił drugi raz, zanim człowiek rozparty w wielkim mahoniowym fotelu naprzeciwko kominka podniósł się i uniósł słuchawkę.
- Halo - warknął i zmarszczył się, niezadowolony, że mu przerwano. - Halo! Halo! O, to pan, panie Adams. Nie oczekiwałem, że odezwie się pan tak wcześnie. Gdzie pan jest? W Chicago? Ma pan plan? Tak? Dobrze, właśnie siedziałem tu, rozmyślając o tym samemu i pogryzłem trzy cygara na miazgę, próbując wyobrazić sobie, co powinniśmy zrobić.
Przez chwilę zapadła cisza w pełnej przepychu bibliotece. A potem słychać było tylko serię dźwięków, które brzmiały jak pełne aprobaty chrząknięcia.
- Rozumiem, o co panu chodzi. Tak, myślę, że oni na to pójdą. Jestem pewien, że pójdą - muszą. To świetny pomysł i wierzę, że to załatwi sprawę. Doskonale, niech pan złapie nocny pociąg, a ja przyślę po pana samochód na dworzec, aby spotkać się z panem rano. Dobranoc.
Przez dobra minutę człowiek w bibliotece stał i patrzył w ogień w zamyśleniu.
- Czemu, do diabła, nikt z nas na to nie wpadł? To najbardziej naturalna rzecz na świecie do zrobienia w takiej sytuacji. Ale musieliśmy sprowadzić człowieka z Nowego Jorku, aby to nam pokazał. Ten Adams, w każdym razie, jest niesamowity.
I dokonawszy tych spostrzeżeń, człowiek w bibliotece wyciągnął czwarte cygaro, które wreszcie zapalił.
Ale to już inna historia. Zaczynamy od końca. Aby poznać Oczywistego Adamsa i zrozumieć jego sukces, musimy cofnąć się do początków jego życia.
To interesująca historia biednego chłopca, który zaczynał życie jako Olivier B. Adams w sklepiku spożywczym w małym miasteczku w Nowej Anglii. I tam dorastał, aby pewnego dnia dać się poznać wszystkim ludziom w świecie biznesu jako "Oczywisty Adams".
Wydaje się, że Adams miał bardzo biednych, ciężko pracujących rodziców. Odebrał tylko mizerną edukację w szkole wiejskiej. Olivier miał dwanaście lat, kiedy jego ojciec umarł i musiał zacząć pracę w sklepie spożywczym.
To był bardzo zwyczajny chłopiec. Nie wykazywał żadnej szczególnej inicjatywy i rzadko miewał szczególnie błyskotliwe pomysły, a mimo to w jakiś dziwny sposób biznes rósł w tym sklepie w dość stałym tempie, i kontynuował ten wzrost rok po roku. Nikt, kto znał starego Neda Snow, właściciela sklepu, nie powiedziałby, że ten wzrost to jego zasługa. To nie był człowiek z gatunku tych, którzy idą do przodu. Właściwiej było by powiedzieć, że zwykł był się raczej cofać.
W każdym razie, sprawy toczyły się swoim biegiem, dopóki stary Sam nie zachorował i nie umarł. Potem sklep został sprzedany i Olivier został bez pracy.
O następnych sześciu latach życia Adamsa nikt nie wie zbyt wiele, z wyjątkiem niego samego, ale on ma o tym niewiele do powiedzenia.
Kiedy sklep spożywczy został sprzedany, on zabrał skromne oszczędności, które był w stanie odłożyć do tej pory i pojechał do Nowego Jorku, gdzie pracował za dnia na rynku, a wieczorami uczył się w szkole wieczorowej.
Aż pewnego dnia coś się wydarzyło.
